Moje prace

Moje prace

środa, 21 września 2016

Przyjaciel na długie lata :)


Tuż przed kursem, zostałam poproszona o zrobienie misia, takiego prawdziwego, misiaczkowego misia. Wzrost ok. 30 cm, miał być uśmiechnięty, mieć pazurki, łatki w uszach, wypukły pyszczek i jeszcze miał mieć serduszko, ale już nie zdążyłam. Misio pojechał razem ze mną, gdyż pośrednikiem  w tej transakcji była ELA . Tak  się rozpędziłam, że  wyszło mi blisko 40 cm tego szczęścia, ale chyba fajny z niego gość ?


































Jak wspomniałam, misio był razem ze mną na kursie. Czuł się dopieszczony, biegał po wszystkich stołach, po ciuchu przytulany i wymiziany. Ma ruchome wszystkie kończyny, może chodzić, stać,  siedzieć i pokazywać różne pozy. Robiłam go z całości, od głowy do dołu kuferka  - bez zszywania, na zasadzie prób i błędów, chyba muszę zapisać, co tam jeszcze pamiętam, bo wyszła mi  fajna z niego zabawka, taki przyjaciel na długie lata.   Coś chyba ze mną nie tak, bo znów jestem duma ze swego dzieła. Jak myślicie, czy słusznie ?

I to by było na tyle, bo coś za dużo mnie ostatnio, przynajmniej u siebie ;)
Dziękuję za przecudne życzenia, pozdrawiam i do zaś Kochani :)


wtorek, 20 września 2016

Prezentów ciąg dalszy.


Jakich prezentów i dlaczego ciąg dalszy ? Ano dlatego, że  weekendowy wyjazd na warsztaty klockowe, był prezentem od ślubnego,  na moje urodziny, taki sobie zażyczyłam  i moje marzenia zostały wysłuchane :)

A teraz się chwalę co dostałam od wirtualnych koleżanek. Kolejność przypadkowa, aczkolwiek zgodna z terminem pracy Poczty Polskiej.

WIKI zrobiła mi kompletne zaskoczenie.  Tak się  złożyło, że Jej rocznica ślubu,  jest dzień po moich urodzinach, co sobie skrzętnie  obie zapamiętałyśmy. Dostałam przecudnej urody świecznik, tudzież organizer biurkowy, u mnie będzie robił za to drugie, a do  tego przydasie. Dzięki Wiki za szczere serducho :)






Zbliżenie, bo moje pytanie brzmi - czy to są te słynne kwiatuszki z foamiranu, czy jak go tam zwą ?






A tu już brak mi słów. Z DANUSIĄ doszłyśmy do wniosku, że robimy sobie prezent tylko na urodziny, bo to takie osobiste i nie każdy wie, kto i kiedy je obchodzi. Więc raz a dobrze, no ale w Danusi wydaniu to juz pełne szaleństwo !






I jeszcze z zbliżeniu sentencje, które powinnam sobie wziąć głęboko do serca. Dzięki Danuś, rozpuszczasz mnie jak dziadowski bicz !






Z życzeniami też pospieszyła ANULKA. Dzięki ogromne za pamięć i przecudną karteczkę :)






I jeszcze DOROTA, z niepowtarzalnie zmajstrowanymi kwiatami, dzięki czemu karteczki powalają, a życzenia są nie do podrobienia. Dzięki :)






Na koniec chwalę się wczorajszym klockowaniem. Pierwsza kompletnie samodzielna praca, rysowanie, albo raczej kopiowanie wzoru, nawinięcie klocków, początek, koraliki - samodzielnie, nie było tego na warsztatach -  no  i finisz.  Wiem, praca, to za za duże słowo. Ale jest :)






Nieważne,  że wygląda jak wygląda, to jest mól, tylko urodził się gąsieniczką  ;)






Dziękuję pięknie za przesympatyczne komentarze pod poprzednim postem. Pozdrawiam i do szybkiego zaś, bo zostało mi jeszcze coś fajnego do pokazania :)

niedziela, 18 września 2016

Niesamowity weekend :)


Tak w skrócie mogę powiedzieć o czasie od  piątkowego,  do dzisiejszego popołudnia,  a że nie ma odpowiednika w języku polskim, niech mu będzie weekend :)

A było to tak.
Pewnego pięknego dnia, ELA napisała do mnie - Bożena, organizujemy  kurs,  całkiem niedaleko od Ciebie, nie chcesz dołączyć ? Chęci to jedno, możliwości to drugie, złośliwość nazwijmy losu,  to trzecie, raz - jadę, raz nie jadę ...  na szczęście się udało ! W piątkowe południe spakowana i mentalnie gotowa, wsiadłam w autko i pognałam 75 km na spotkanie z Elą ,  24  innymi osobami i koronka klockową.

Miejsce spotkania Dworek Jurajski z zewnątrz prezentował się tak.






Byłam zakwaterowana wraz z grupą z Gogolina w pokoju na poddaszu, jedyny z wejściem z zewnątrz, powrót do niego o godzinie 24, widok -  bezcenny, cokolwiek by to nie miało znaczyć  :)








Najpierw teoria .






Później zajęcia praktyczne, tu już zastawała nas noc , stąd te ciekawe powroty...






Jak widać,  nie próżniaczyłam :)






Tu już nad kolejną pracą.






Serduszko i dzwoneczek, tyle udało mi się zrobić. Jak na początkującą koronczarkę,  to naprawdę sporo.






Żeby nie było, dowód rzeczowy i powiem może mało skromnie,  jestem z siebie dumna  :)






Daleko mi do pozostałych uczestniczek, no ale od czegoś trzeba zacząć, prawda ?
Oto błyskawiczna wystawa na zakończenie kursu .






Małe zbliżenie.






Było cudownie, moje koleżanki - bo śmiało mogę tak powiedzieć po tym krótkim,  aczkolwiek owocnym pobycie - są niesamowite, pełne humoru, optymizmu, zdolności i wiedzy. Na tym poprzestanę, bo jak zaczęłam o Eli mówić w samych superlatywach,  to mi coś o wazelinie zaczęła szeptać, a że z przyjemnością powtórzyłabym taki wypad w przyszłości, to wolę się  nie narażać ;)

Weekend spędziłam z koronczarkami ze Śląska. W koszuli w kratkę stoi nasza przesympatyczna prowadząca kurs -  Małgorzata Połubok ( dolny rząd, pierwsza z lewej )  Ogarnąć tak liczną grupę, a przy tym nie stracić głosu i cierpliwości, to nie lada wyzwanie. Na taki wyczyn porwać się może tylko niezwykle utalentowana  osoba o wielkim sercu i niezliczonych pokładach dobroci.  Małgosiu, jeszcze raz  dziękuję  :)






Na koniec szczególne podziękowania dla wspomnianej już ELI . Dobrze wiesz, że to dzięki Tobie mój wyjazd doszedł do skutku. Twoja determinacja dała mi takiego napędu, że uwierzyłam w słowa " Chcieć to móc ". Jesteś niesamowita !

 Wszystkich zaglądających pozdrawiam i do szybkiego zaś :)

niedziela, 11 września 2016

Nic nowego we dworze.


Janie, co tam słychać u Jaśnie Hrabiny ?

- A nic, Panie Hrabio, jakaś taka nie wyrobiona, że się tak wyrażę, ale Pan Hrabia wie, co mam na myśli .

- No może tylko jakieś tam bransoletki zrobiła.





- Dwie pojedyncze,






- a resztę to tak zawija na dwa razy, 






- i chwali się, że jakieś magnetyczne zapięcie dodała, to nikt jej nie będzie teraz musiał zapinać, samo się zapina i że te dyndadełko krótsze, to jej nie  mizia po łapkach, ja tam się nie znam,  Panie Hrabio !












- Janie, przecież to nic nowego.
- Przecież mówię Jaśnie Panie, że nic nowego we dworze ...

- A jeszcze coś wspomniała, że wysyłała jakąś  tam niespodziankę.






- Jaka tam niespodzianka, jak podobno Baronowa sama marzyła o takich, ech, chyba muszę sam sprawdzić, może chociaż WIKTORIA powie, o co tutaj chodzi.

- Przecież mówię, Jaśnie Panie, że nic nowego we dworze ...

- No może poza tym, że zaczęła marudzić coś o jesieni .







- Poszła wczoraj do rabatki i jakieś doły łapie ...





- Że wszystko już takie byle jakie ...








- Dawno nic nie robiła, aż jej buty zarosły, a później marudzi  !














- Nie wiem, czy się nie najadła jakiś grzybków, bo się chwaliła, że takie różne widziała w lesie.






- Podobno to jadalne, ale nie wzięła, bo przynajmniej do niedawna zakazali je zbierać, ale ja tam bym Panie Hrabio uważał, z tą Hrabinią to coś nie  tak ... A jak znalazła pod drzewem orzechy, to nic tylko że to już na pewno jesień ...






- Janie, przecież to nic nowego !
- No przecież mówiłem Panu Hrabiemu, że nic nowego we dworze !

czwartek, 1 września 2016

Mój ci on ! Czyli TUSAL 2016 - odsłona 9


Misio ma nową koleżankę, rzuciła się mu na szyję,  ze wszystkim dobrze znanym okrzykiem

" Mój ci on ! "





Niestety, nie ja ustalam zasady, zdjęcie zawartości musi być widoczne ...





I to na tyle, bo nic nowego nie mam do pokazania,ośmiorniczki się robią, ale to już widzieliście. Poza tym obowiązki, obowiązki, a do tego telefon, czyli moja prawa ręka w naprawie, zatem jeśli ktoś dobija się do mnie  mailowo, tudzież głosowo, to wybaczcie, w tym co go zastępuje, jedno nie działa, drugie prawie nie działa, a na pocztę wchodzę tak mniej więcej raz na dobę. Powiem szczerze, czasem taki detoks wskazany :)

Buziaczki do zaś :)



poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Jedziemy na wycieczkę ... i TUSAL 2016 - odsłona 8


Czasami dosiadam swojego rumaka i udaję się na wycieczkę, na którą dziś zapraszam i Was.  A więc startujemy z domku ...





po chwili jesteśmy na mostku ...






jedna z wiejskich dróg ...






jeden z wiejskich chodników...







kolejna droga ...





dalej prowadzi wzdłuż torów ...





wyjeżdżamy na drogę główną ...





rondo ...






baza znanej wszystkim firmy kurierskiej ...






i znów wzdłuż torów ...






by w końcu dotrzeć do ...





jest to  jedno z bardziej urokliwych miejsc w tym mocno ucywilizowanym rejonie. Jak widać na mapie, znajduje się tam  sporo ścieżek rowerowych, najczęściej jeżdżę tą najdłuższą x 2.  
Kilka zdjęć z grzbietu mojego rumaka. 


























I nagle z gąszczu wyłonił się ON, echhhhhhh

Gdybyś ty niedźwiedziu w mateczniku siedział,
nigdy byś się o kolonoskopii nie dowiedział  ;)






Tak się złożyło, że w sierpniu  w ferworze obowiązków,  zagapiłam się z datą nowiu i obiecałam misiowi, że już jest wolny ... ale też tak się złożyło, że przy okazji zapisania się na CANDY  ,  u prowadzącej tegoroczny TUSAL ,  dostałam odpowiedź, że to siła wyższa i może mi odpuścić, bo misio przecudnej urody i zasługuje na dalszą zabawę, tylko mam opublikować w sierpniu. Zatem jak widzicie przekupiłam go świeżutką biżuterią i poszło :)






A więc - na lewo beczki, na prawo beczki i koniec wycieczki, a przy okazji wiecie gdzie mieszkam, szału ni ma, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, prawda ?   :)
Pozdrawiam i do zaś :)